wtorek, 25 marca 2025

Do Księdza czy... psychiatry? - Moje spotkanie z szatanem


 "Wszystko zaczęło się od tego, że zapragnęłam być dobrym człowiekiem, więc żeby to urzeczywistnić - musiałam  odmienić całe swoje dotychczasowe grzeszne życie, w którym nie było miejsca dla Boga, zatem jako pierwsze i zasadnicze było - porzucenie palenia papierosów. Wiedziałam, że jak sobie z tym poradzę, to już poradzę sobie ze wszystkim innym. Miałam za sobą 26 lat stażu nałogu palenia. Ostatnio wypalałam dwie paczki papierosów dziennie, i to papierosów mocnych. Palenie postanowiłam rzucić od razu " jednym cięciem", jak to się mówi. Skok karkołomny, ale wiem, że inaczej nie mogę. Ograniczenie palenia w moim przypadku nie wchodzi w rachubę, znam siebie, niektórzy radzili mi  modlić się i prosić o łaskę, by Bóg pomógł mi wyjść z tego nałogu. Powiedziałam jednak sobie, że Pana Boga nie będę mieszać do swoich nałogów. - Czy to On kazał mi palić papierosy, czy... moja głupota? Nie będę opisywała jakie straszne tortury przeżyłam, by się od tego draństwa uwolnić - nie ma co. W każdym bądź razie nie palę! Dziś już wiem, że do nałogu tego nigdy nie powrócę. Zbyt jasny mam obraz tego, co nikotyna wyczynia z człowiekiem, i... co najważniejsze, a o czym lekarze nie mówią wcale - niszczy.... duszę człowieka! No bo proszę pomyśleć, jak można w ogóle usłyszeć głos Boży w duszy zatruwanej codziennie wielką ilością wypalanych przez nas papierosów (jakąż straszną rzeczą jest, gdy papierosy palą kapłani), że też ona biedna w ogóle chce jeszcze egzystować w naszym ciele... Chociaż przyznam, że do niedawna  jeszcze ciągnęło mnie, by zapalić choć jednego papierosa. Do niedawna - czyli do mojego spotkania,,, ale - o tym za chwilę.

- Gdy uporałam się już ze swoim nałogiem - jakże zrobiło mi się cudownie na duszy! Jakież to piękne uczucie i dla samego tego faktu, warto było podjąć ten trud i przeżyć to cierpienie. Wiedziałam, że najważniejsze mam już za sobą, więc i ze wszystkim innym dam sobie radę, chociaż problemów ze sobą miałam jeszcze nie mało. Chciałam bowiem przebudować cały swój charakter, swoje spojrzenie na świat, ludzi, Boga, wyzbyć się wielu innych jeszcze nawyków, które przestały mi się podobać. Jednym słowem - zapragnęłam przebudować się cała, 

Tak było, aż do pewnej nocy, podczas, której zaczęłam dostawać silnych bóli żołądka. Chwilami były tak silne, że się budziłam. Zmniejszały się one po obudzeniu i wtedy mogłam znów zasnąć, lecz był to jakby półsen, w którym słyszałam natarczywy głos. Nie widziałam skąd pochodzi, natomiast miałam świadomość, że to szatan. Mówił do mnie: "A widzisz jak się męczysz? To wszystko przez to, że zechciało ci się zmieniać, źle ci było? Robiłaś to, co chciałaś i nie miałaś takich bóli, bo te, które masz w tej chwili - to właśnie z tego, że zechciało ci się zmieniać, a będziesz cierpieć jeszcze bardziej".  Głos ten stał się wreszcie piszczący i żałosny prosząc, bym wróciła do dawnej siebie, bo mu teraz zrobiło się ciasno i niewygodnie, że się dusi i będzie musiał mnie opuścić, jeśli nie przestanę i nie uspokoję się, a zapewniał, że mnie bardzo kocha i opuścić mnie nie chce. Prośby te stawały się coraz bardziej natrętne, natarczywe, nerwowe, aż wreszcie krzyczeć na mnie zaczął... 

- Gdy rano wstałam nie odczuwałam żadnych bóli. Popatrzyłam za okno na ten piękny Boży świat (dużo zieleni mam za oknem i pięknie rosnące drzewa, które zaglądają mi do okna i wśród których co rano ptaki wydają swój koncert). Powiedziałam do siebie na głos: "Nie! Nigdy już nie wrócę do dawnej siebie Nie chcę!" Było to jednak moje pierwsze tak bliskie zderzenie z szatanem. Czytałam kiedyś co prawda legendy o szatanie z rogami i ogonem, ale w nie nie wierzyłam, Tak bliskie z nim zetknięcie napełniło mnie lękiem. Czułam, że jeśli już raz się pojawił - to powracać będzie. Jak z nim walczyć i jakie formy jeszcze przybrać może? Nie wiem, bo przecież na pewno kusić mnie nadal będzie.

Pomyślałam, że powinnam o tym porozmawiać z jakąś osobą duchowną, która mnie przybliży do tego problemu i powie, jak się z tym uporać. Jako z pierwszą - rozmawiałam na ten temat z pewną znajomą, osobą co prawda świecką, jednak studiującą teologię i współpracującą z Kościołem. Jakież było moje zaskoczenie, gdy po opowiedzeniu jej całej tej historii poradziła mi... brać leki uspakajające. Dziwne... Nigdy w życiu nie czułam się bardziej spokojna niż teraz, więc w związku z takim stwierdzeniem poczułam jakiś wewnętrzny sprzeciw. Postanowiłam zatem spróbować porozmawiać jeszcze z księdzem. Kapłan powinien umieć mi w tym pomóc, pomyślałam. - Sługa Boży, któremu to opowiedziałam, wysłuchał mnie, następnie poradził... bym się udała do psychiatry. 

Te straszne słowa, jakie usłyszałam - zmroziły mnie na chwilę. Czyżbym faktycznie w końcu z tego wszystkiego zwariowała, o czym ja sama nie wiem? Nie czułam jednak tego w sobie. Nie czułam w sobie żadnej choroby. W pewnym momencie przyszło na mnie jakby nagle olśnienie, powiedziałam: "Ksiądz zatem sugeruje, że mam chorobę psychiczną, bo tak to zrozumiałam, tym samym neguje Ksiądz Pismo Święte". - Ksiądz podskoczył do góry jak oparzony. "Jak to?" - wykrzyknął. "Tak to, z tej prostej przyczyny, że w Piśmie Świętym wyraźnie jest napisane o tym, jak szatan kusił Pana Jezusa (dziś myślę, że to Sam Pan Jezus przez Swe działanie w Duchu Świętym poddał mi te słowa). Chciałam jeszcze dodać, że tym samym neguje samego Pana Jezusa, ale dałam już sobie spokój, i tak efekt mych słów - był niespodziewany. Przysiadł zakłopotany i zmieszany odpowiadając: "No tak, ale lepiej się zbadać, aby wykluczyć chorobę". 

Moja Madonna - Matka Boża
Szczególnej Troski

Po tej rozmowie coś się jednak we mnie załamało. Może rzeczywiście coś ze mną jest nie tak? Na wszelki wypadek, jak poradził mi sługa Boży - poszłam do psychiatry, aby się przebadać, polecając się Matce Bożej, z niezłomną wiarą, ż mnie nie opuści. Lekarzowi opowiedziałam o moich

przeżyciach (tu muszę wyjaśnić o czym nie ma w cytowanym artykule, że wszystkie te wydarzenia miały już miejsce po uwolnieniu mnie z niewoli szatana, od którego Pan Jezus mnie uwolnił  - o czym wcześniej pisałam i w trakcie już rzeczywistych widzeń szatana, które mną wstrząsnęły, a o czym też już we wcześniejszych postach na blogu pisałam. a o których wówczas opowiadałam Lekarzowi - Psychiatrze, do którego się udałam po mojej opisanej  rozmowie z kapłanem). Doktor choroby żadnej u mnie nie stwierdził, wręcz przeciwnie, okazał duże zainteresowanie (lekarzem mnie badającym - była kobieta) działaniem szatana i co jeszcze bardziej mnie zdziwiło - dostałam polecenie, aby nie zażywać żadnych środków uspakajających. Apogeum wszystkiego, było zadane mi pytanie: "Kto panią do mnie tu przysłał?" - Powiedziałam zgodnie z prawdą: Kapłan" - Na co usłyszałam odpowiedź: "To niech pani powie temu kapłanowi, że ja żadnej choroby psychicznej u pani nie stwierdzam".

- Jest to artykuł napisany przeze mnie tuż po mojej wizycie u Lekarz Psychiatry w czasie widzeń szatana. Był to maj 1988 roku. Wysyłałam go do różnych redakcji katolickich. Nikt jednak nie zdecydował się go opublikować. Kilka lat później robiąc porządki chciałam go już zniszczyć. Wówczas przez głos wewnętrzny usłyszałam: "Nie niszcz go. Artykuł ten zostanie opublikowany". - Odłożyłam na bok. Czekałam na spełnienie tej zapowiedzi. Opublikowany on został w "Któż jak Bóg" w roku 1994 /numer 5 wrzesień - październik/ czyli już 6 lat po opisanych w nim wydarzeniach. Ktoś się zapyta: "Jakie to ma teraz znaczenie po tylu latach? - A może właśnie teraz ma to tak wielkie i ważne znaczenie? - Przytoczyłam pewną zasadniczą część tego artykułu, na koniec tylko dopisując  od siebie jako jego autorki pewne wyjaśnienia.  Sens mojego powrotu do tego wydarzenia jest wielowątkowy, o czym będę pisała w następnym poście. Teraz przytoczą dalszą jego część:  

"Dziś już wiem, ze byłam we władzy szatana. Lecz myślę i dreszcz mnie przeszywa na myśl, co by było z moją duchowością niszczone przez psychotropowe pigułki, co by było wówczas z moją wiarą w Boga, która dopiero się we mnie kształtowała, gdybym wówczas trafiła na innego lekarza. Wiem, że lekarze psychiatrzy chętnie przypisują wszelkim nietypowym zjawiskom numer statystyczny choroby. Dobrze, że Matka Boża której tak bardzo wtedy zawierzyłam - mnie nie opuściła. /-/ Zastanawiam się jednak, co by było z kimś , kto by zwrócił się do takiego kapłana jeszcze z nie tak silną wiarą. Pożal się Boże! Uporczywa myśl nie daje mi spokoju: jaką szansę mają ci wszyscy, którzy są w niewoli sił nieczystych, pragnący się od nich uwolnić, gdy nawet kapłan, sługa Boży, nie potrafi podać szwej pomocnej dłoni. Dlatego zdecydowałam się o tym napisać. Uważam, że problem ten powinien być poruszony na łamach prasy. 

Problem istnienia szatana , jego egzystencji, sposobów jego ujawniania i obrony przed nim jest bardzo poważny. Być może niejedna jeszcze osoba znajdzie się w takiej jak ja sytuacji, a człowieka szukającego wiary i Boga, tak łatwo jest złamać na duchu. Wówczas zachwianie takie kosztować może nawet i życie; nieco wcześniej przed opisanym tu przeze mnie  wydarzeniem pewien kapłan powiedział do mnie - o mnie: "Pochyłe drzewo nigdy się nie wyprostuje"... Po tych słowach postanowiłam wówczas popełnić samobójstwo... Niebawem miały miejsce opisane tu przeze mnie wydarzenia. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

Wyprostował to "pochyłe drzewo:, by Chwała Jego zatriumfowała.
Tym samym wyznaczył mi szczególna drogę. Drogę walki ze złem i szatanem, który tak bezlitośnie niszczy ludzkość całą, wszędzie się wkradając i nikogo nie oszczędzając nawet Kościoła i kapłanów." /-/

Bardzo gorąco dziękuję Redaktorowi Naczelnemu czasopisma katolickiemu "któż jak Bóg" za to, że zechciał w tym czasopiśmie opublikować ten artykuł, gdy inni z nieznanych mi powodów uczynić tego nie chcieli. Niech Dobry Bóg obdarza Czcigodnego Księdza wszelkim dobrem i we wszystkim błogosławi.

/Za: Do Księdza czy psychiatry? (Moje spotkanie z szatanem) - "Któż jak Bóg" nr.5 (11) wrzesień październik 1994 str. 18-19/

                  


sobota, 8 marca 2025

Egzorcyzm - najskuteczniejsza broń przeciwko szatanowi i złym duchom

 "Mów o tym, że jak kapłani nie wrócą do prywatnego odmawiania egzorcyzmów za zatwardziałych grzeszników - jak to było za Papieża Leona XIII-go - to świat nie ocaleje." Jezus Chrystus - Zbawiciel świata. 08.03.2025r.

   Poprzednio pisałam, że po uwolnieniu mnie z niewoli szatana oddałam się wewnętrznym aktem podczas Sakramentu Bierzmowania /rezygnując już na zawsze ze swoich czysto ludzkich pragnień posiadania  własnej rodziny, szczerze kochającej się jakiej ja nigdy nie miałam/ - Panu Jezusowi i Najświętszej Mateńce. Był to dzień 13 maja 1988 roku, który nie był moim wyborem ale wyznaczoną mi datą. Nic nie wiedziałam wówczas, że jest to szczególny dzień - kolejnej Rocznicy Objawień Matki Bożej Fatimskiej. - Czy ma to dla mnie jakieś szczególne znaczenie? - Czy może coś chce ode mnie? Zastanawiałam się, gdy po jakimś czasie o tych Objawieniach się dowiedziałam...

  - Odmawiając egzorcyzmy - doświadczałam wielkiej ich mocy i skuteczności; ale też nasilały się na mnie coraz bardziej ataki szatańskie i to w różnej formie; a to strata czegoś, a to nieuzasadniony niczym czyjś atak na moją osobę i to przez kogoś zupełnie mi nieznanego na ulicy... działo się dla mnie dużo nieprzyjemnych rzeczy. - Pisałam wcześniej o tym, że nawet strzały u siebie w mieszkaniu słyszałam, jakby ktoś chciał mnie zabić. A było to tak: któregoś wieczoru zadzwoniła do mnie koleżanka i powiedziała, że ktoś w Niepokalanowie zniszczył Figurkę Niepokalanej, która umieszczona była za szybą przed Muzeum Świętego Maksymiliana Marii Kolbe, przez niego samego jeszcze postawioną. "Módl się za sprawców czy sprawcę tego czynu"... Wiedziałam jakie modlitwy ma na myśli wiedząc, że odmawiam egzorcyzmy. Od razu podjęłam modlitwy egzorcyzmem za sprawców tego czynu po czym modliłam się jeszcze prosząc  o ich nawrócenie leżąc krzyżem. Czułam jakby ktoś siedział na moich nogach; nie mogłam nimi poruszyć. To wtedy usłyszałam trzy strzały, jakby ktoś z pistoletu wymierzył do mnie. - Czy się bałam? - Nie! Wiedziałam, że chroni mnie Pan Jezus i Jego Łaska, bo to przecież w Jego Imię wyrzucam złe duchy, a nie swoją mocą /gdybyśmy w swojej pysze uważali, że to my sami wyrzucamy z kogoś złe duchy - wówczas jak to komuś  powiedziałam: "Szatan by nas zmiażdżył jednym pociągnięciem swojego ogona"/. Dlatego tak ważne jest, aby podejmując odmawianie egzorcyzmów za kogoś, za dane miejsca czy rzeczy /bo za nie też można odmawiać egzorcyzmy np. za dom, na który rzucono klątwę, lub za rzecz przeklętą, która ma szkodzić komuś/ trzeba znajdować się w stanie łaski uświęcającej bez jakiegokolwiek grzechu ciężkiego.  

https://www.facebook.com/reel/1492845458265723

   Zwykle odmawiałam jeden egzorcyzm w nocy /najlepsza pora kiedy wszyscy śpią/ lub też dwa lub trzy, aby zwiększyć ich skuteczność za jedną osobę i zwykle kończąc odmawianie egzorcyzmu za daną osobę, ktoś mi do ucha szeptał prosząc o egzorcyzm za kogoś innego wymieniając z imienia tą osobę. Myślę, że to Anioł Stróż tych osób poddawał mi kolejne intencje, gdyż Aniołowie Stróże szukają u innych pomocy dla swojego podopiecznego, gdy sami nie są w stanie sobie poradzić i przyjść ze skuteczną pomocą; tak było za każdym razem. Musiałam w pewnym momencie przerwać odmawianie egzorcyzmów danej nocy, bo byłoby to już ponad moje ludzkie możliwości.

  Wobec nasilających się ataków potrzebowałam wsparcia jakiegoś kapłana. Szukałam więc kierownika duchowego; ale ci do których się zwracałam każdy mi odmawiał, choć żaden nie powiedział mi, że odmawiać mi ich jest nie wolno; nawet jeden z nich powiedział, że: :"To rzadki rodzaj apostolstwa - tak bardzo potrzebny"...  - Trochę czasu upłynęło zanim Pan Jezus postawił mi na drodze świątobliwego kapłana - dominikanina, który stał się moim wsparciem. Czasami sam do mnie dzwonił prosząc bym za kogoś odmówiła egzorcyzm. Jego nieoczekiwana śmierć była dla mnie dużą stratą. To na jego ręce złożyłam już uroczysty ślub oddania się Panu Jezusowi i Najświętszej Królowej Polski w  Święto Matki Bożej Różańcowej, która w przyszłości stała się moją ukochaną modlitwą. - Wierzę, że spogląda teraz na mnie z nieba i wstawia się za mną do Boga... Po jego śmierci znów szukałam kapłana na swojego duchowego przewodnika... Był to czas kiedy wiele razy ukazywał mi się Pan Jezus bardzo Cierpiący; gdy pytałam Go dlaczego tak Cierpi - odpowiadał mi, że to z powodu wielu kapłanów, którzy obrażają Go ciężkimi grzechami. Pan Jezus chciał, abym ofiarowała Mu się za Kościół katolicki, który jest bardzo zagrożony i za kapłanów, którzy nie idą za Jego głosem i obrażają Go ciężkimi grzechami. Pan Jezus wymieniał mi różne zagrożenia w obliczu, których stanął Kościół; było ich wiele jak: sekularyzm, modernizm, New Age a "Największym zagrożeniem dla Kościoła jest masoneria" - Słowa, które przekazał mi Pan Jezus. - Do tych wszystkich zagrożeń dochodzi obecnie zbliżającymi się wielkimi krokami Nowy Porządek Świata /NWO/, który ostatecznie ma zniszczyć Kościół katolicki i Państwa Narodowe oparte na wartościach chrześcijańskich. Pan Jezus mówił mi, że: "Trzeba ratować Kościół". 


Był to czas kiedy chciałam ofiarować się Panu Jezusowi za moją ukochaną Ojczyznę -  Polskę, którą bardzo kocham. Wówczas Pan Jezus tłumaczył mi że: "Jak będzie uratowany Kościół - to uratowana będzie Polska i cały świat".                                                                                                            Cdn.



środa, 26 lutego 2025

Obowiązek walki z szatanem u podstaw życia chrześcijańskiego

             Walczyć, ale jak?          Poprzednio opisałam wizje szatana jakich Pan Jezus mi udzielił i sprawę mojego uwolnienia z jego sideł. To wszystko sprawiło, że zapragnęłam pomagać ludziom zniewolonym przez złe duchy i szatana oddając siebie i swoje dalsze życie Panu Jezusowi i Matce Bożej mówiąc: "Boże! Jeśli nie dałeś mi żyć tak jak ja chciałam - to pomóż mi żyć tak jak Ty tego chcesz. Kieruj mną i prowadź. Mów co chcesz, abym czyniła"...Pierwszą rzeczą  jaką postanowiłam było przystąpienie do Sakramentu Bierzmowania, którego dotąd mimo swoich 42 lat nie miałam. U Pierwszej Komunii Świętej byłam, aby moją mamę palcem nie wytykano; jak mi wręcz powiedziała. Pamiętam jak bardzo ja wówczas przeżyłam. Miałam długą białą sukienkę, która mama sama uszyła. Była brzydka i źle uszyta, a na głowie miałam wianuszek z białych kończyn. Siostra zakonna do zdjęcia grupowego ustawiła mnie w ostatnim szeregu, abym była mało widoczna. Mimo tego wszystkiego czułam się tak bardzo szczęśliwa; niewyobrażalnie szczęśliwa; myślę, że to Pan Jezus w ten sposób dawał mi odczuć Swoją obecność i... tak bardzo pragnęłam, aby zabrał mnie do Siebie; tak bardzo wręcz do bólu, tak bardzo pragnęłam być już z Nim i tylko z Nim.

   Gdy tylko uroczystości pierwszo komunijne się skończyły - mama zabrała mnie do domu. O tym, żebym brała udział w Białym Tygodniu jaki jest w zwyczaju - nie było już mowy. Nie było już mowy, abym mogła w nieco późniejszym terminie przystąpić do Sakramentu Bierzmowania. Wracając do  domu - zanosiłam się od łez. Nic nie pomogły moje błagania, abym mogła razem z innymi dziećmi przychodzić do Kościoła i brać udział w Białym tygodniu po pierwszej  komunii jaki był w zwyczaju. Zbyt szybko przyszło mi "zejść z obłoków na ziemię". Jako dziecko musiałam się zmierzyć ze zbyt brutalną rzeczywistością. Zaraz po powrocie do domu musiałam rozebrać się ze swojej białej sukni, nikt tam w domu na mnie nie czekał; ot dzień jak co dzień; bez gości, prezentów, bez żadnej uroczystości; niczym jak baśniowy Kopciuszek.

   Ale nie o tym miałam pisać...Często jednak wracać będę do wspomnień, które wyryły w moim sercu niezatarte piętno i które miały wpływ na całe moje dalsze życie i drogę jaką Pan Jezus dla mnie przygotował. Gdy po swoim nawróceniu wyrzucałam Panu Jezusowi, dlaczego tak późno dał mi Siebie poznać bo... tak wiele dobrego już wcześniej mogłabym dla Niego zrobić - usłyszałam w swoim sercu: "Musiałaś to wszystko przejść co przeszłaś; inaczej nie wypełniłabyś tego co zaplanowałem przez ciebie dokonać".

 -Wizje szatana na szczęście trwały bardzo krótko, zaledwie kilka dni a co gorsza ukazywał mi się także w Kościele - co było dla mnie już zupełnie niezrozumiałe  /do którego usiłowałam przed nim uciec, bo to tak jakby za mną krążył ukazując swą obecność w różnych napotykanych ludziach/.  Szczęśliwa byłam, gdy to zaczęło ustępować. Jakie to szczęście, że ludzie tego nie widzą; nie dało by się z tym żyć. Człowiek, albo postradałby zmysły albo... odebrał sobie życie. Pan Bóg nie chce nikogo straszyć, ON kocha każdego człowieka, którego powołał do życia i pragnie tylko jednego; aby każdy GO poznał, pokochał, był szczęśliwy i za wszystko Mu dziękował"; jak kiedyś wewnętrznie zostało mi to przekazane; bo ON JEST WSZYSTKIM i może dać wszystko człowiekowi to co potrzebne jest do życia dla jego szczęścia tak doczesnego jak i wiecznego.

   Gdy wizje szatana ustąpiły wewnętrznie przekazywana mi była wiedza na temat obecności i egzystencji szatana działającego w świecie i przez ludzi. Była to tak zwana wiedza wlana. Prawdę mówiąc - czułam się szczęśliwa, że jest mi przekazywana wiedza, której na żadnych uczelniach świata się nie zdobywa; ja, która tak bardzo cierpiałam z powodu braku wykształcenia, ja która tak bardzo chciałam się uczyć... 

   Skończywszy Szkołę Podstawową /7-mio klasową/ musiałam iść do pracy, aby zarobić na swoje utrzymanie, bo: "Nie będę cię dalej utrzymywać' - jak mi mama powiedziała I na nic były moje łzy; na nic była też chęć pomocy Szkoły, by umożliwić mi dalszą naukę w szkole z internatem. Pamiętam, że przyszłam do domu wówczas bardzo szczęśliwa i mówię do mamy, że chcę się dalej uczyć; pójdę do szkoły z internatem i dostanę stypendium. Wówczas usłyszałam te straszne słowa: - Czy ty uważasz, że moja pomoc, pomoc matki nie będzie ci już potrzebna?  A na moją pomoc liczyć nie możesz.        Gdyby wtedy ktoś by mi wbił nóż w serce chyba mniej by zabolało. Już nawet nie płakałam. Poszłam do pracy jako goniec. Gdy wówczas spotkałam swoją byłą Kierowniczkę ze Szkoły  - ta zapytała: - Do jakiej szkoły poszłaś? Na co ja zwiesiwszy głowę w dół powiedziałam: "Poszłam do pracy"... Reakcja była niesamowita, Ona ręce załamała i krzyknęła: "Zośka, coś ty zrobiła?!!"~- Gdy się z Nią pożegnałam jak najszybciej, aby przy niej się nie rozpłakać - szłam ulicą i na głos płakałam...

  - Postanowiłam, że podczas Sakramentu Bierzmowania /którego wcześniej nie miałam, o czym na samym początku napisałam/ - całe swoje dalsze życie oddam Panu Jezusowi I Mateńce Przenajświętszej wewnętrznym aktem. Musiałam jednak przejść kilkudniowe nauki. To był czas kiedy szatan chciał mnie zniszczyć, wręcz uśmiercić.  U mnie w domu działy się rzeczy trudne do uwierzenia. Najpierw zaczęły się łamać nogi u krzeseł, które niedawno co kupiłam /w sklepie co prawda z używanymi rzeczami, bo na nowe nie było mnie stać, ale wszystkie były w dobrym stanie/, jedne po drugim zawsze, gdy usiłowałam usiąść lądowałam zamiast na krześle - to na podłodze; kolejno wszystkie cztery, musiałam je wyrzucić. Któregoś razu, gdy wróciłam po pracy do domu, zobaczyłam, że moje dwa kanarki, które tak kochałam leżą w klatce martwe. Następnym razem, gdy wróciłam po pracy do domu, zobaczyłam na podłodze pęknięte akwarium i rozlaną po podłodze wodę ze zdechłymi rybkami. A już chyba szczytem wszystkiego był fakt, gdy pijany pasażer wpadł na mnie z całą siłą w autobusie, a ja stałam przy samych drzwiach na końcu autobusu, których kierowca nie zamknął ruszając z przystanku z dużą prędkością. Pasażerowie podnieśli wówczas głos krzycząc na niego, że mógł mnie z autobusu w biegu wyrzucić  i pewnie tak by się stało, gdybym się mocno nie trzymała. Byłam wówczas chyba już pewna, że szatan chce mnie uśmiercić, bo postanowiłam swoje dalsze życie poświęcić Bogu, dlatego zaczęłam usilnie prosić i błagać Boga, aby pozwolił mi dożyć do Bierzmowania, jeśli chce mnie już zabrać. Wszystkie te ataki ustąpiły po przyjęciu Sakramentu Bierzmowania podczas, którego tak jak postanowiłam całe swoje dalsze życie oddałam Panu Jezusowi i Najświętszej Mateńce rezygnując z dalszych prób założenia własnej rodziny, którą tak bardzo mieć pragnęłam.

   Nie długo po tym "trafiła" mi się książka "Szatan i egzorcyzm" z tekstem egzorcyzmu Papieża Leona XIII, który zaczęłam odmawiać najpierw za siebie i swoje mieszkanie później za innych spośród znajomych, którzy nie chodzili do Kościoła żyjąc w ciężkich grzechach, lub będących w różnych nałogach; oczywiście nikomu o tym nie mówiąc; jedynie ich obserwując. Widziałam jak zmieniają się na lepsze.



środa, 12 lutego 2025

Obowiązek walki z szatanem u podstaw życia chrześcijańskiego





                                Motto

                  "Wszystko ma swój czas                  I jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem".                                           /Koh.3,1/

 Dedykacja:

Czcigodnemu Księdzu Marianowi Polakowi CSMA  w podziękowaniu za wszystkie lata naszej współpracy oraz za wszelką pomoc i wsparcie jakie otrzymywałam od Niego.                                       
A Bogu Najwyższemu dziękuję za wszelkie dobro
 jakie                                                   przez Niego dokonywał nawet jeśli były to trudne momenty.                                               Niech Jezus Chrystus będzie Ci za to wszystko - Czcigodny Księże                                 nagrodą tak w życiu doczesnym jak i przyszłym.                                                                                                                                          Zofia Sobieraj 

   Matka Boża w czasie Jej pobytu i Pana Jezus na weselu w Kanie Galilejskiej, gdy zabrakło wina powiedziała do Jezusa: " Nie mają wina". "Czyż to moja lub Twoja sprawa Niewiasto? (Czy) jeszcze nie nadeszła godzina  moja?" Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: "Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie". /Por. J, 2. 1-5/ Słowa, które wypowiedział Pan Jezus dokonując pierwszego cudu, którym była zamiana wody w wino będąc w Kanie Galilejskiej na weselu - dla wielu wydawać się mogą niezrozumiałe. Wypowiadając te słowa Pan Jezus wiedział, że od tej chwili  Jego czas pobytu na ziemi jest już krótki wobec zbliżającego się nieuchronnie czasu Jego męczeńskiej śmierci na Krzyżu. 

   "Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem". - Widocznie teraz przyszedł też ten czas, kiedy Pan Jezus chce, aby wyszły na jaw Jego Plany, dla których dokonał cudu mojego nawrócenia i posłannictwa tu na ziemi jakie mi wyznaczył widząc cały ogrom zła szerzącego się we współczesnym świecie; czasu w którym ma się dokonać ostateczna walka z szatanem, - a który usiłuje tu na ziemi ogłosić swoje królestwo i panowanie.  Walka, po której dokona się paruzja i nastanie tysiącletnie panowanie Królestwa Jezusa Chrystusa na Ziemi, lub też dojdzie do unicestwienia naszej obecnej łacińskiej cywilizacji. Bynajmniej, nie oznacza to końca świata - jak niektórzy sądzą; garstka, która ocaleje da początek nowej cywilizacji - tak jak to było po Potopie, z którego ocalili się tylko ci wszyscy, którzy skryli się w Arce Noego. A wszystko to  zależy od wyboru każdego z nas jak i tego po czyjej stronie staniemy. Do walki tej powinien poprowadzić nas Kościół katolicki, bo to na nim spoczywa szczególna odpowiedzialność wobec Boga za życie i losy każdego z nas. - Ale co zrobić, gdy Ci wszyscy, którzy winni nam pomóc - sami tej pomocy potrzebują? Wielu z tych, którzy powinni nam służyć tytułem swojego powołania kapłańskiego czy zakonnego sami weszli w kompromis z władcą tego świata - którym jest szatan.

  Wielu zwłaszcza młodych ludzi odchodzi od Kościoła, inni uważają siebie za niewierzących. Jeszcze inni twierdzą że należy oddzielić Państwo od Kościoła. Tak jakby Kościół nie miał prawa ingerować nawet w złe i szkodliwe ustawy w życie - z punktu moralnego. A przecież to Bóg powołał do życia Kościół i ustanowił Prawa  mające zagwarantować każdemu pokój i bezpieczeństwo. Pan Jezus gdy został postawiony przed Sądem Piłata powiedział do niego: „Nie miałbyś  żadnej władzy gdyby ci jej z góry nie dano” /por: J.19,1/  Odchodząc od wiary i wypisując się z Kościoła - nic nie pomogą ci, wszyscy którzy to czynią gdyż stają po stronie wroga, który usiłuje dokonać zniszczenia. Bez Kościoła, naszej wiary, modlitwy i walki - nic się nie ostoi. Nic nie pomoże bezczeszczenie Kościołów, profanowanie świętych wizerunków, słowne i czynne napaści na duchowieństwo katolickie. Owszem, potrzeba nam świętych kapłanów, którzy poprowadzą nas do walki z całym złem tego świata, ale o to powinniśmy się modlić, pościć składać Bogu ofiary, a nie dokonywać jakiejś nielogicznej zemsty, bo ta i tak się kiedyś przeciw nim samym obróci, gdyż świat bez Kościoła nie przetrwa, ponieważ tylko On przekazuje nam Prawdy Wiary i w nim JEST BÓG, Który utrzymuje wszystko w istnieniu; cały świat, wszechświat i cały Kosmos oraz wszystko co w nim istnieje. Bóg też wyposażył Swój Kościół we wszelkie środki i sposoby, przeciw szatanowi, którego istnienie jest widzialnym skutkiem wszelkiego zła. A niektóre z nich te największe i najpotężniejsze sposoby przestały być używane. Czy więc możemy się dziwić, że jest tyle obecnie zła w świecie jak nigdy dotąd?  A czasu na ratunek zostało niewiele... Wierzę więc, że  teraz nadszedł ten czas, aby to co ukryte - stało się jawne.

https://www.facebook.com/watch/?v=1182433343601678&ref=sharing

- O obecności żywej i prawdziwej obecności szatana egzystującej w duszy człowieka mogłam przekonać się po wielu miesiącach intensywnych swoich "modlitw" /wówczas nie umiałam się jeszcze modlić.../, gdy z głośnym wołaniem i płaczem po kolejnym swoim osobistym dramacie wzywałam boga, aby mi się ukazał, bo chcę zobaczyć tego, który się tak znęca nade mną. Pytałam co ja Mu takiego uczyniłam? Miałam za sobą kolejny czwarty związek małżeński /wyłącznie śluby cywilne!/, z których z żadnym z nich nie miałam potomstwa mimo wielu lat leczenia z operacją włącznie; tak rozpaczliwie pragnęłam je mieć dzieci - i... rozstanie z kimś kogo bardzo kochałam za kogo gotowa byłam życie swe oddać. To było dla mnie już za wiele... Błagałam Boga, aby pomógł mi -"jeśli Jest", albo mnie zabrał stąd "bo już dłużej takiego życia nie zniosę". To wówczas jako odpowiedź zaczął objawiać mi się szatan; najpierw w snach /był to okres, kiedy w swojej desperacji po raz pierwszy w życiu wzięłam do ręki Pismo Święte w wyniku czego zrozumiałam jak dalekie było moje życie od Boga i zapragnęłam wówczas zmienić całe swoje życie i postępowanie /"Ktoś" do mnie mówił we śnie, abym przestała się zmieniać, bo będzie musiał mnie opuścić a zapewniał, że mnie bardzo kocha i że nie chciałby mnie opuścić strasząc, że będę bardzo cierpiała. Do tamtej pory o szatanie nic nie wiedziałam, a tym bardziej o tym, że może on być we mnie niszcząc mnie i moje życie. W ten oto sposób Pan Bóg pokazał mi sprawcę wszelkiego zła. Zaczęłam więc gorąco prosić i błagać Pana Jezusa, aby uwolnił mnie od niego. I... przyszła ta straszna noc, podczas której Pan Jezus Chrystus dokonał uwolnienia mnie z jego mocy bez niczyjej pomocy ani interwencji. Dziś wiem, że był to cud mojego uwolnienia dlatego sprawę swojego nawrócenia określam w kategoriach cudu. Jednak obecność jego czułam w swoim mieszkaniu tak jakby na powrót chciałby mnie opanować - wręcz zmuszając, abym popełniła samobójstwo. Z wielkim trudem i wysiłkiem opuściłam mieszkanie, bo jakaś nadludzka siła starała się zatrzymać mnie w mieszkaniu, lękałam się, że może mnie zmusić do tego co on chce - czyli do samobójstwa. Gdy udało mi się po wielu zmaganiach /czułam jakbym miała skrępowane nogi… / opuścić wreszcie mieszkanie - on krążył za mną, ale byłam już bezpieczna pomiędzy ludźmi. Wiedziałam, że już mi nic nie zrobi. Wówczas Pan Jezus ukazywał mi jego obecność w wielu ludziach, których mijałam. To było straszne i przerażające /prawdopodobnie byli to ci wszyscy, którzy już od dawna zniewoleni byli przez grzechy ciężkie; był to rok 1988 - obecnie przypomina mi to oglądany po wielu latach film pt.: "Pasja" - Mela Gibsona a zwłaszcza te sceny z filmu kiedy szatan krążył wśród tłumu tych, którzy wielu spośród nich krzyczeli przed sądem Piłata: "Na śmierć z Nim". Tyle, że inaczej ogląda się to na filmie a inaczej widzieć ludzkimi oczyma takie monstrum działające  i egzystujące w ciele człowieka. Widziałam coś czego inni nie widzą i zobaczyć nie mogą /poza wyjątkową łaską/. W ten sposób Pan Jezus ukazał mi sprawcę wszelkiego zła.  - No cóż, w moim domu nie było modlitw, były za to ustawiczne przekleństwa /o ich skutkach pisałam już wcześniej na tym blogu, warto się z nimi zapoznać; wszystko o czym na nich pisałam oparte jest na autentycznych faktach/.

Dziś już wiem o tym, że przekląć dziecko /czy kogokolwiek innego/ to tak jakby oddać go we władze szatana, po to, aby szatan mu szkodził. Doświadczałam wtedy czegoś co było dla mnie niezrozumiałe. Widziałam coś czego inni nie widzą. Udałam się do Poradni Katolickiej, by o  tym opowiedzieć prosząc o wyjaśnienie mi tego zjawiska. Kapłan ten wysłał mnie do psychiatry. Było to dla mnie wielkim zaskoczeniem, ponieważ po uwolnieniu mnie od szatana czułam się tak wspaniale jak od chwili odratowania mnie od śmierci samobójczej w wieku 17-tu lat - nigdy przez tyle lat tak dobrze się nie czułam; tak jakbym się na nowo narodziła /ale o tym nieco szerzej będę później pisała/. Nagły błysk; jakieś olśnienie; pewnie to działanie łaski Bożej, a słowa, które wówczas wypowiedziałam wpisują się w Słowa, które Pan Jezus powiedział, żeby się nie martwić, gdy będą was  oskarżać i stawiać przed sądy; bo Duch Święty będzie mówił przez wasze usta /por.Mk,13,11/ - To Ksiądz sugeruje we mnie chorobę psychiczną? - Wypowiedziałam te słowa zupełnie spokojnie dodając: "A przecież Pan Jezus wyrzucał złe duchy". Kapłan ten zapewne takiej odpowiedzi się nie spodziewał. Reakcja była niesamowita, aż podskoczył do góry ze swojego siedzenia. Gdy Już opanował swoje emocje usiadł mówiąc: "No tak, ale trzeba wykluczyć chorobę psychiczną /nieco później opisałam to w artykule, który umieszczony został w czasopiśmie katolickim: "Któż jak Bóg" /Nr.5; wrzesień – październik 1994 str.18,19/ 


  - Dużo wcześniej podejrzewając skutki przekleństw mojej mamy w swoim życiu  - kiedyś zagadnęłam o to kapelana w szpitalu, w czasie kolejnego mojego pobytu pytając go czy matka może swoje dziecko przekląć. Nie wiem czy chciał zignorować moje pytanie czy też nie miał na ten temat wiedzy starając się mnie uspokoić i przekonać, że Pan Bóg i Jego łaska jest silniejsza od przekleństw. Hmm… Bóg, którego przecież w moim domu nie było... Gdy wyszłam ze szpitala, któregoś wieczoru ok. godz.22-ej ktoś zadzwonił do moich drzwi. Mieszkałam wtedy już sama; mama nie żyła mój starszy brat też już nie żył.. Za drzwiami stał jakiś mężczyzna; „Pani mnie pamięta?” – nie mogłam sobie przypomnieć; - Jestem kapelanem ze szpitala; pani dała mi swój adres”… Przypomniałam sobie; tak, adres mu podałam bo powiedział, że chętnie zapozna mnie z pewnym pobożnym, samotnym mężczyzną. No cóż, mimo tylu życiowych przejść nie opuściły mnie pragnienia jeszcze posiadania normalnej rodziny; ponadto panicznie bałam się samotności. – Ale żeby on sam? Do samotnej kobiety i to o takiej porze po cywilnemu? Byłam w szoku. Do mieszkania nie wpuściłam. Nie mam inklinacji na związki z kapłanami. Zbyt dużo w życiu swym przeszłam

   W domu nie były praktykowane modlitwy – jak już wcześniej napisałam. Mama mnie nienawidziła co też dawała odczuć we wszelki możliwy sposób. Już w wieku trzynastu lat usiłowałam popełnić samobójstwo. Wówczas jak to się mówi „rozeszło się po kościach”, tyle, że do szkoły się spóźniłam i przyszłam ‘pijana”. Po dochodzeniu w szkole jakie na ten temat ze mną przeprowadzono dowiedziano się o moich problemach w domu więc sprawa trafiła do Paradni Społeczno Wychowawczej. Po raz drugi usiłowałam sobie odebrać życie w wieku 17 lat. Wtedy toczyła się już w szpitalu walka o moje życie. Powody były takie same; czułam się niechciana i niekochana. Chciałam przez swoją śmierć ulżyć cierpieniom swojej mamy, która wychowywała samotnie mnie i starszego ode mnie o 8 lat brata, którego kochała a nie otrzymywała na nasze utrzymanie żadnych alimentów ani pomocy materialnej. Na pewno było jej ciężko bo pracowała fizycznie nie mając wykształcenia.


   Po tych strasznych wizjach szatana postanowiłam dalsze swoje życie oddać Bogu rezygnując z kolejnych prób ułożenia sobie życia z kimkolwiek. Zapragnęłam pomagać ludziom, takim jak ja, walczyć z szatanem, mówić, ostrzegać o tym jak niszczy i determinuje życie człowieka. Walczyć!!! – Ale jak?

   Dalszymi moimi krokami i życiem zaczął kierować Pan Jezus, któremu oddałam się całkowicie. – W dalszych postach będę na blogu kontynuowała ten temat ze względu na szczególne znaczenie tematu, który poruszam a tak ważnego w życiu każdego człowieka, w życiu Kościoła, Polski i każdego Narodu wobec wszelkich zagrożeń  w obliczu których stanął świat cały – przytaczając czasami nawet niepublikowane zapiski mojego dzienniczka, które prowadziłam w tamtych latach z nakazu mojego wówczas Kierownika Duchowego, a którego fragmenty publikowane były  w latach 1994-1996 w czasopiśmie katolickim: „Któż jak Bóg”

                                                                                    


poniedziałek, 3 lutego 2025

Święty Michał Archanioł - Patronem Czasów Ostatecznych - część czwarta

"I nastąpiła walka w niebie; Michał i jego Aniołowie mieli walczyć  ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego Aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce  dla nich w niebie nie znalazło."                                                                                                  /Ap. 12, 7-8/

"Jedna z Czcicielek /Świętego Michała Archanioła - mój dopisek/ po swoim nawróceniu oddała się całkowicie Bogu. Rozpoczęła walkę z szatanem odmawiając egzorcyzmy. Oto fragmenty jej dzienniczka)."

11.09.1993                                                                                          "Było to już przed moim przebudzeniem się ze snu, w czasie którego na koniec ktoś mi powiedział: "Trzeba z wiarą przyjmować wszystko, trzeba wierzyć Bogu, nie da się wszystkiego sprawdzić. Umysł człowieka jest zaciemniony, a prawda o Jezusie została objawiona Św. Tomaszowi z Akwinu / Św. Tomasz z Akwinu żył w XIII wieku. Opracował 5 dowodów na istnienie Boga, których do dzisiaj nie udało się obalić - mój dopisek/ i tego należy się trzymać". Nie słyszałam już, ale jakbym czuła, że ktoś chce mi powiedzieć, że to, co się już wydarzyło kiedyś, nie da się odtworzyć i przeżyć  jeszcze raz, aby być naocznym świadkiem. Prawda o rzeczach przeszłych jest objawiona niektórym wybranym przez Boga i na ich relacjach należy się opierać i im wierzyć (Tymi wybranymi są przede wszystkim natchnieni autorzy Pisma Świętego, a zwłaszcza Jezus Chrystus, Syn Boży, który stał się Człowiekiem i nauczał nas całym swym życiem, Męką i śmiercią, jak również głoszeniem Ewangelii, dobrej Nowiny o królestwie Bożym i o Zbawieniu. Z kolei Apostołowie i Ewangeliści, pod natchnieniem Ducha Świętego, opisali życie i  naukę Jezusa - uwaga Redakcji). Po to zostało im to objawione, aby innym głosili i aby wszyscy wierzyli. Można jedynie i należy prosić o potwierdzenie, gdyby zaistniały jakieś wątpliwości, czy to jest od Boga, a nie szukać odpowiedzi w różnych książkach /nie katolickich/".

..Podczas odmawiania egzorcyzmu przeciw wszelkim złym duchom, które atakują mnie i moje mieszkanie (ostatnio, od jakiegoś czasu, odmawiam go codziennie) z dużym odgłosem spadł ze stołu skórzany biały pasek, który miałam założyć. Było to już  po 20 minutach modlitw, więc nie uważam, aby stać się to mogło w zwykły naturalny sposób i to z takim silnym odgłosem uderzając o dywan. Tak, odmawianie egzorcyzmu, walka z szatanem przez te modlitwy, to szczególna droga, do której mnie Bóg powołał. Moje nawrócenie związane jest ze szczególną łaską, jaką otrzymałam - widzeniem szatana. Było to straszne. I gdy dziś jeszcze to sobie przypomnę, płakać mi się  chce. Pan Bóg pokazał mi egzystencję szatana i złych duchów  w świecie  i ich działanie poprzez ludzi. Jakże zrobiło mi się wtedy żal ludzi. Postanowiłam prowadzić walkę z szatanem "na śmierć i życie". Duch Święty mocno mnie wtedy prowadził i ukazywał całą egzystencję szatana i jego byt. "Trafiła" mi się wtedy książeczka "Szatan i egzorcyzm". Myślę, że Pan Bóg chciał, abym ją przeczytała. Dowiedziałam się z niej  jak można walczyć z szatanem, że najskuteczniejsza bronią jest egzorcyzm. Zaczęłam szukać egzorcyzmów. W tym celu pojechałam do biblioteki Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Gdy zapytałam się, czy znajdę tu jakieś egzorcyzmy... młodzieniec spojrzał na mnie jakbym postradała zmysły i ze zdziwieniem zapytał: "To pani jeszcze wierzy w takie zabobony?" To miał być przyszły ksiądz! Nie chciałam dyskutować na ten temat, gdybym bowiem powiedziała o swoich widzeniach, jeszcze bardziej utwierdziłby się w przekonaniu, że coś ze mną nie jest tak jak trzeba, Zbyt świeże jeszcze było dla mnie to, co przeżyłam i gdybym opowiedziała nie uwierzyłby myśląc "no, rzeczywiście, mocno babę  kopnęło". 

Z czasem znalazłam egzorcyzm, a właściwie otrzymałam go od pewnej pobożnej kobiety, która prowadziła modlitwy w domu. Odmawiałam go w różnych intencjach za różnych ludzi. Prosiłam Pana Jezusa, aby mi dał poznać jak mam je odmawiać - aby były najskuteczniejsze. Wskazana mi została pora, sposób. I wówczas poprzez ataki szatańskie, które się nasilały na mnie strasznie, zrozumiałam, że istotnie musi to być skuteczny sposób, skoro szatan tak szaleje... Zdawało mi się, że słyszałam nawet  strzały w mieszkaniu, a halucynacji nie mam. Nie wiedziałam jednak, w jaki sposób działają te egzorcyzmy. I znów przez łaskę Ducha Świętego zostało to odkryte przede mną.                                                                                                                                                

Przez pewien dłuższy czas szatan usiłował mi wmówić, że na próżno się trudzę, tracę czas i nie wysypiam się, bo i tak te modlitwy nie mają żadnego działania. Nie udało mu się mnie zastraszyć, a usiłował to robić na różny sposób. Gdyby to wszystko opisać, co przechodziłam , powstałby horror. Któregoś razu coś zaczęło się dziać z moim sercem. Miałam wrażenie, że  za chwilę umrę, a przecież nigdy nie chorowałam na serce. Powiedziałam w duchu: "Panie Jezu, ja chcę żyć, ale jeśli Twoją wolą jest mnie już zabrać - to niech się tak stanie". Natychmiast wszystko ustąpiło. 

 Atakowana byłam też na ulicy. Pewnego razu, pamiętam, szłam w dzień spacerkiem mostem do Kościoła na Starówkę. Zobaczyłam, że idzie naprzeciw mnie pijany mężczyzna. Odeszłam na bok, aby nie wszedł na mnie, a on jak mnie zobaczył, wyciągnął w moim kierunku rękę z dwoma wysuniętymi palcami (to znak szatana), jakby chciał mi je wbić w oczy. Przeraziłam się, a co gorsze, gdy odeszłam na bok, on nadal szedł prosto na mnie, jakby obrał sobie za cel mnie i moje oczy. W ostatniej chwili wyskoczyłam na jezdnię. Całe szczęście, że w tym czasie nie jechał żaden samochód, ale myślę, że o to już sam św. Michał się zatroszczył i mój Anioł Stróż. 

Innym razem idąc w kierunku Starego Miasta, będąc już obok kolumny Zygmunta zobaczyłam samochód, który jechał prosto na mnie z dużą szybkością. Znów podobna sytuacja: zeszłam z drogi na bok, aby na mnie nie najechał. Skręcił w tym samym kierunku co ja, jadąc prosto na mnie jakby mnie wcale nie widział, albo obrał sobie za cel. Serce podskoczyło mi do gardła i znów w ostatniej dosłownie chwili zdołałam zrobić uskok. 

Kiedyś znowu usłyszałam głos w nocy ( akurat obudziłam się ze snu): "odmawiaj egzorcyzmy za wrogów Polski". Zaczęłam więc odmawiać. I którejś nocy podczas tych egzorcyzmów, kiedy je odmawiałam za wrogów Polski, miałam widzenie Hitlera. Stanął przed mymi oczyma jak żywy. Zrozumiałam z tego, że zagrożeniem dla Polski jest odradzający się hitleryzm. I w tej samej chwili przy obrazie Matki Bożej z przerażeniem  zobaczyłam duży płomień. Podeszłam z krzyżem, który trzymałam w ręku (zawsze go trzymam podczas odmawiania egzorcyzmu). Natychmiast płomień zgasł, a na wypalonej białej serwecie powstał zwęglony wizerunek Hitlera. Pokazywałam to znajomym. W tym czasie przyszła do mnie koleżanka bardzo pobożna i rozmodlona, Opowiedziała szczególny sen jaki miała. Odnosił się do Świętej Lipki. Zrozumiałam powiązanie świętej Lipki z byłą kwaterą Hitlera, która jest w pobliżu. Postanowiłam tam pojechać. Poddałam się prowadzeniu Aniołów I Opatrzności Bożej. Kwatera jak się dowiedziałam, miała być sprzedana. Prawdopodobnie fakt ten stanowił ogromne zagrożenie dla Polski. Po powrocie stamtąd odmawiałam egzorcyzmy za tych, którzy chcieli to kupić. Później - jak się dowiedziałam - prasa miejscowa podała, że nabywcy tego terenu mają jakieś kłopoty, a jeszcze później dowiedziałam się, że do tej transakcji nie doszło.

 Gdy jechałam do Świętej Lipki i Gierłoż (była kwatera Hitlera), wzięłam ze sobą egzorcyzmy i wodę święconą. Wyświęciłam odmawiając egzorcyzmy byłą kwaterę Hitlera i cmentarzyk, który na tym terenie się znajdował, ofiarowując te tereny Matce Bożej. Cała ta podróż, którą odbyłam, była niesamowitym prowadzeniem Bożym, tak jakby Bóg w sposób niewidzialny prowadził mnie za rękę. Dosłownie. Gdy wróciłam do domu żal mi było utraty tak odczuwanego prowadzenia przez Boga i świadomości takiej Jego bliskości przy mnie. Każda chwila, wszystko precyzyjnie zaplanowane. Zawierzyłam Bogu całkowicie we wszystkim jadąc tam i poddałam się Jego prowadzeniu. Zaiste, prowadził mnie jak dziecko za rękę. 

Innym razem dusza pewnej zmarłej osoby, której za życia nie znałam, prosiła mnie o egzorcyzmy za swego syna (którego znałam). Dowiedziałam się później, że Wojtek, mój kolega, bo o niego to chodziło - w tym czasie pił.

 Wspomniałam już, że szatan usiłował wmówić we mnie, że egzorcyzmy, które odmawiam, nie mają żadnego sensu. Zaczęłam więc prosić Pana Jezusa, by dał mi poznać w jakiś sposób skutki działania egzorcyzmów, które odmawiam. Długo prosiłam aż pewnej nocy miałam szczególny sen. Śniło mi się, że byłam w Kościele i było dużo ludzi. Przyszedł jakiś malutki chłopczyk w wieku może 2-3 lat. Niósł uniesiony do góry wielki młotek, który trzymał w obu rękach. Śmiesznie ten malec z owym młotkiem  wyglądał. Podszedł do wielkiego obrazu (na całą ścianę) Matki Bożej i z całą zawziętością, raz za razem zaczął w ten obraz tłuc młotkiem. Patrzyłam na to i zaczęłam się zastanawiać skąd w tym malcu tyle siły i zawziętości. Zrozumiałam, że to szatan w postaci tego dziecka; aby dziecku nie zwrócić uwagi. bo mu wszystko wolno - szatańska przebiegłość. Przyszedł ksiądz i zaczął grzecznie prosić to dziecko, aby się uspokoiło i przestało tłuc w ten obraz (co dziwniejsze: walił w ten obraz, ale nie mógł go zniszczyć, ba, nawet uszkodzić). Ksiądz widząc że dziecko nie reaguje w ogóle na jego słowa- nawet głowy nie odwróciło - zaczął krzyczeć, lecz i wówczas dziecko nie zwracało na niego najmniejszej nawet uwagi i nie przestało walić tym młotkiem w obraz. Wówczas ów ksiądz chciał złapać to dziecko za kołnierz z tyłu i wyrzucić, Jego ręce trafiły w próżnię, jakby przechodziły przez to dziecko. Zrozumiałam i utwierdziłam się w przekonaniu, że to szatan. Szatan jest duchem, a ducha złapać się nie da, Wówczas podeszłam i wyciągając nad nim rękę zaczęłam odmawiać egzorcyzm. Dziecko to w mgnieniu oka zaczęło tak szybko uciekać, że aż mnie to rozśmieszyło. Na moment się tylko odwróciło, by zapytać dokąd ma iść. Myślę, że ważne jest wskazać kierunek, dokąd ma iść zły duch by nie szkodził innym. W taki to sposób we śnie Pan Jezus dał mi odpowiedź na to, o co Go prosiłam. Ciekawostkę stanowi fakt, że w którymś ze snów podana mi została dokładna liczba ilu osobom pomogłam przez odmawianie egzorcyzmów. Nie była to liczba zaokrąglona, ale podana z precyzją. Nie pamiętam już ile to było, ale była to duża liczba.

 Kolejnym utwierdzeniem był inny znów sen. Wchodziłam w las i widziałam krzaki pełne jagód. Im dalej w las wchodziłam tym było coraz ciemniej, a jagody coraz mniejsze, Gdy byłam na początku lasu, jakaś młoda kobieta szła ze mną i strasznie przeklinała. Odmówiłam za nią egzorcyzm, przestała przeklinać. 

https://youtu.be/a7o9gWzarB0?feature=shared

Częstymi snami są jadowite węże, które wystają z ziemi. Ktoś mi mówi, że muszę przejść tą drogę, innej drogi nie ma, a ja się bardzo boję, więc idę z mieczem w ręku, którym tnę we wszystkie strony, aby poucinać łby i w ten sposób unieszkodliwić je. Innym razem  śni mi się, że gdy idę, wystające jadowite węże chowają się przede mną, ale przeważnie muszę sama z nimi walczyć. W innym znów śnie  nad każdą wystającą z ziemi żmiją kreśliłam znak krzyża, one wtedy znikały. Kiedyś... 

Pan Jezus objawił mi, że największym złem jest fakt, że Kościół wyrzucił egzorcyzmy z powszechnego odmawiania i należy zwrócić Kościołowi na to uwagę, aby wprowadzone zostały ponownie do powszechnego odmawiania.

Wygląda na to, że Pan Jezus chce się mną w jakiś sposób posłużyć /na drodze do tego celu/. Lecz ja po prostu nie mogę, nie potrafię w to uwierzyć, że w jakiś sposób przy mojej pomocy mogłoby się to dokonać. I to jest chyba największy problem, na który właśnie dziś  Pan Jezus chce mi zwrócić uwagę. W tej chwili, kończąc te słowa, czuję to wyraźnie, a nie wierząc, nie pomagam Panu Jezusowi w tym planie, a ułatwiam pracę szatanowi, który chce za wszelką cenę do tego nie dopuścić!

Wielokrotnie objawionym mi było, że od tego właśnie zależy ratunek dla Polski i świata.

Przypomniało mi się, że niedawno Pan Jezus zażądał ode mnie, aby wynagradzać Jego Najświętszemu Sercu w codziennej Komunii świętej za grzechy Polski i świata. Jest to potwierdzenie zagrożenia, a przecież jeszcze nie dalej jak w tym roku usłyszałam we śnie głos, że Polska zostanie doświadczona, bo jest już za dużo zła i musi dokonać się oczyszczenie. Nie zostało mi jednak ujawnione, kiedy i w jaki sposób to nastąpi. Po tych słowach uklękłam przed Panem Jezusem oddając Mu siebie jako narzędzie swoje, aby Jego Chwała objawiła się, przepraszając za wszystko, co w moim życiu sprzeciwiało się temu. Oddałam siebie i całe swoje życie. Ja już nie jestem swoją własnością, ale Pana Jezusa. Na zawsze! Jestem własnością Tego, Który dał Siebie za wszystkich!

Po zakończeniu czytania kolejnego fragmentu Pisma Świętego (nowa Księga zadana mi przez Ojca Duchownego - Dzieje Apostolskie), Pan Jezus powiedział do mnie: "Od dziś masz być wierną służebnicą, apostołem, którego wybrałem i umiłowałem". 

Szatani przeklinają tych wszystkich usiłując im szkodzić, 
którzy wiele dobra czynią - często wykorzystując do
tego celu ich zdjęcia.

Na Mszy świętej byłam w Kościele Św. Floriana. Gdy weszłam był akurat ślub. Przyglądałam się stojąc, gdy wychodzili i modliłam się w duchu za młoda parę. Później pomyślałam o tym, jak bardzo ja pragnęłam, marzyłam, by też w białej sukni w Kościele zawrzeć związek małżeński z kimś kochanym. Gdy westchnęłam, że nigdy już mi się to nie stanie, mój wzrok mimo woli przeniósł się na duży obraz Jezusa w białej szacie z promieniami bijącymi od Serca. Stanął przede mną nagle, niespodziewanie jak jakieś widmo. Nie zdałam sobie nawet sprawy z tego, iż stoję naprzeciw tego obrazu. Czy przypadek? Użyłam określenia, że stanął jak widmo... nie, to nie to! Jak mój Oblubieniec, z którym ja dziś ślub zawieram. Jakże inny ślub od tamtego! A jednak czuję to wyraźnie, ten ślub to połączenie duchowe. Powiedziałam w duchu: "Od dziś, Panie Jezu, jestem cała Twoja! Kiedyś takich samych słów użył ks. Kardynał Wyszyński do Maryi Matki Bożej. Ja dziś to mówię do Pana Jezusa: "Jestem cała Twoja, tak w życiu doczesnym jak i w wieczności. Już na zawsze Ty i ja jesteśmy jedno... a to, co Bóg złączył niech człowiek nie waży się rozdzielać..."" /Za: "Któż jak Bóg" Nr. 1(7) styczeń - luty 1994 str. 16,17, 18/

- Jest to świadectwo jednej z Czcicielek Świętego Michała Archanioła, które zostało zamieszczone w katolickim czasopiśmie "Któż jak Bóg" w roku 1994 - czyli przed 31  laty na skuteczność odmawiania egzorcyzmów. - Dlaczego przytaczam to świadectwo? - Jaki to ma sens w XXI wieku po 31 latach?

Szczególną moją uwagę w tym świadectwie zwróciły dwie sprawy; po pierwsze: Pan Jezus prosi tą osobę: "Odmawiaj egzorcyzmy za wrogów Polski".  Po 31 latach od tamtego czasu ma to obecnie szczególny sens, kiedy widzimy coraz więcej tych, którzy działają na szkodę naszej Ojczyzny. A przecież w tamtych latach kiedy Prezydentem Polski był Lech Wałęsa - wydawało się, że Polska idzie w dobrym kierunku; a autentyczni wrogowie, którzy działali na jej szkodę nie byli jeszcze tak widoczni jak obecnie.

Po drugie: Słowa, które przekazał Pan Jezus tej osobie mówią o tym, że: "Największym złem jest fakt, że Kościół wyrzucił egzorcyzmy z powszechnego ich odmawiania i że należy zwrócić Kościołowi na to uwagę, aby wprowadzone zostały one ponownie do powszechnego ich odmawiania".

Wróćmy do słynnej wizji Papieża Leona XIII -go, która miała miejsce 7 lat po objawieniach w Gietrzwałdzie, a która wywołała potężny wstrząs u Papieża Leona XIII-go. Było to 13 października 1884 roku. W czasie dziękczynienia po Mszy świętej w prywatnej Kaplicy Papież wpadł w krótką ekstazę w czasie której usłyszał rozmowę Chrystusa z szatanem, jaka toczyła się przy Tabernakulum. Szatan wtedy krzyczał, że może zniszczyć JEGO Kościół. Na co Pan Jezus odpowiedział: "Spróbuj, jeśli potrafisz". Szatan wtedy zażądał na to więcej czasu; od 75-do 100 lat oraz większej władzy nad tymi, którzy MU służą. Na co uzyskał zgodę od Jezusa Chrystusa. Szatanowi chodziło o XX wiek.

Po tej wizji Papież Leon XIII ułożył modlitwy do Świętego Michała Archanioła; tak zwany krótki egzorcyzm, który nakazem Papieża miał być odmawiany we wszystkich Kościołach po każdej Mszy świętej oraz długi egzorcyzm, który nakazał odmawiać wszystkim kapłanom i Zgromadzeniom Zakonnym. Miało to na celu  nie dopuszczenie, do tego, aby szatan odniósł zwycięstwo w zniszczeniu Kościoła, do czego zamierzał doprowadzić (!!!)

Po śmierci Papieża Leona XIII- go odmawianie tych modlitw i egzorcyzmu zaniechano (!!!) Przez co szatan miał niczym nieograniczone pole do swego działania, czego skutki obecnie widzimy w związku z tym wszystkim co się dzieje w świecie, w Polsce a nawet we wnętrzu samego Kościoła.

Słowa, które przekazał Pan Jezus tej osobie /Czcicielce Świętego Michała Archanioła/, że Największym złem jest fakt,  wyrzucenia przez Kościół egzorcyzmów z powszechnego ich odmawiania są potwierdzeniem Słów Pana Jezusa, który już wcześniej przekazał w Orędziach skierowanych do kapłanów włoskiemu kapłanowi Ks. Don  Ottavio Micheliniemu  /1906-1979/. 

                               07.10. 1975r.: 

 "Dlaczego nie odmawia się prywatnie egzorcyzmów? Przecież do tego nie potrzeba szczególnych pozwoleń. Wielu z MOICH kapłanów nie zna ich wcale. Nie wiedzą co to jest i jak wielką posiadają moc". /Za: "Orędzia Pana Jezusa do kapłanów" - Ks, Ottavio Michelini z dn. 07.10.1975r. str. 45/

Rozmawiając na ten temat z wieloma kapłanami - prawie każdy z nich twierdzi, że egzorcyzmy mogą jedynie odmawiać kapłani wyznaczeni przez Ordynariusza danej Diecezji nad osobami opętanymi.

W ubiegłym roku kupiłam: "Modlitwy do Św. Michała Archanioła" w którym  na stronie 136 zamieszczona jest Modlitwa - Egzorcyzm Papieża Leona XIII. Cytuję słowa zamieszczone w punkcie 2 we wstępie do tego egzorcyzmu: "Mogą ją odmawiać również wierni świeccy, nie na sposób egzorcyzmu właściwego, ale jako mocną i skuteczną modlitwę przeciwko satanizmowi. Trzeba jednak uważać, aby odmawiać ją z żywą wiarą, z wielką gorliwością, a przede wszystkim w stanie łaski uświęcającej, czyli z sumieniem wolnym od wszelkiego grzechu śmiertelnego". Dodam, że Modlitewnik ten posiada imprimatur. Ostatnio pytałam nawet w Konfesjonale, czy osoby świeckie mogą odmawiać ten egzorcyzm prywatnie za grzeszników i otrzymałam odpowiedź potwierdzającą pomimo wcześniejszej odpowiedzi innego kapłana, którego odpowiedź była negatywna. Ja osobiście nikomu jednak z osób świeckich nie polecam odmawiania tego egzorcyzmu, jeśli nie znajduje się w stanie łaski uświęcającej. Jest to egzorcyzm, który ma potężną moc, ale do jego odmawiania należy spełniać warunki, o których pisze autor tego Modlitewnika - włoski kapłan Marcello Stanzione a słowa jego przytoczone przeze mnie są zaprzeczeniem tego o czy twierdzi większość zdecydowana kapłanów Kościoła Katolickiego, że osobom świeckim egzorcyzmu tego zabrania się odmawiania; w ten sposób dając przyzwolenie na szerzenie się zła w świecie.


Na zakończenie z bólem serca muszę napisać, że zaniechanie odmawiania egzorcyzmów po śmierci Papieża Leona XIII-go skutkuje tym, że wobec nasilającego się zła świat stanął na krawędzi przepaści. A przecież każdy kapłan tytułem swoich święceń może bez żadnego zezwolenia specjalnego - prywatnie odmówić choćby jeden egzorcyzm dziennie za grzeszników /np. Ksiądz Proboszcz danej Parafii za swoich Parafian co trwa nie dłużej niż 15 minut/. Wiem to z własnego doświadczenia. Zaręczam, że Kościół, świat i Polska byłyby dziś w innym miejscu  niż się obecnie znajduje i nie byłoby tylu zagrożeń, do których doszło a których jest coraz to więcej.

Najświętsze Serce Pana Jezusa w Kaplicy Adoracyjnej
w Warszawie przy ulicy Nobla

niedziela, 26 listopada 2023

- Czy Anioł Stróż Polski ocali naszą Ojczyznę?


   Nim Polska weszła do Unii Europejskiej otrzymałam proroctwo, że: " Unia Europejska będzie zgubą dla Polski" /pisałam o tym już wcześniej/… - Myślę, że była to zapowiedź przekazana mi przez Anioła Stróża Polski - jako, że Polskę noszę w swoim sercu od zawsze.

   -To co się dzieje już od jakiegoś czasu staje się jakby potwierdzeniem tego proroctwa.

   W 2003 roku odbyło się Ogólnokrajowe  Referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Polacy  wypowiedzieli się "ZA"... Młodych /choć nie tylko/ Polaków skusiła perspektywa wyjazdów za granicę, co stało się faktem.

   Polacy wyjeżdżali z kraju często po to, by polepszyć sobie warunki materialne a ich miejsce zaczęli zajmować masowo sprowadzani emigranci z obcych nam kulturowo Narodów.

   - Jak to mówią: "Zamienił stryjek siekierkę na kijek"...

   Poza tym głośno wmawiało się Polakom, że mamy ważną misję do spełnienia czyli wprowadzić wartości chrześcijańskie  w struktury zlaicyzowanej Unii Europejskiej.

   - Dziś to Unia Europejska stara się wyprowadzić z Polski i z Państw Narodowych, w których szanowane są jeszcze wartości katolickie wszelkie wartości chrześcijańskie przez narzucanie  różnych obowiązków sprzecznych z Dekalogiem i odwiecznymi Prawami, które ustanowił Stwórca dla każdego człowieka. Prawa te wypisał Bóg w sumieniu każdego człowieka i są one .niczym tablice kamienne przekazane Mojżeszowi na Górze Synaj. Ci, którzy usiłują wprowadzić w życie wszelkie te bezbożne prawa jak związki jednopłciowe, promowanie sodomii, demoralizację dzieci i młodzieży, aborcję - stosują w tym celu wszelkie środki przymusu pośredniego -  tym samym są wrogami Boga usiłując zniszczyć Chrześcijaństwo i wszelkie wartości moralne. A więc to nie my wprowadzamy Chrześcijaństwo w struktury Unii Europejskiej, ale to właśnie Unia Europejska  wyprowadza wszelkie wartości katolickie  ze swoich struktur. Role się odwróciły. - Czy Bóg o tym nie wiedział, że tak się stanie??? - Posłał - tym razem do mnie SWOJEGO ANIOŁA, by ten ostrzegł. Kapłan, który o tym wiedział - nie posłuchał... Zresztą, kto by go usłuchał, skoro zwiedziony został sam Ojciec Święty Jan Paweł II do którego udała się delegacja polskiego Rządu, by przekonać Jego Świątobliwość o misji jaką ma do spełnienia katolicka Polska.

   Zatem proroctwo jakie otrzymałam lata temu z każdym dniem coraz bardziej się sprawdza. Przecież Anioł Polski wysłany do mnie przez Boga wiedział o tym wszystkim co ma się wydarzyć. A najgorsze jest jeszcze przed nami...

   Polska była 123 lata pod zaborami i nie istniała na mapie świata. - Czy historia ma się powtórzyć???  - Ledwo odzyskaliśmy Niepodległość; gdy znów możemy ją utracić tym razem na bardzo długo i jeśli to się stanie - dokona się to na nasze własne życzenie. Ostatnie Wybory Parlamentarne, które w tym 2023 roku dokonały się w Polsce budzą lęk  u każdego kto prawdziwie kocha Polskę i któremu leży na sercu jej dobro; wszak to nasza Matka, jak mówił dziś już święty Jan Paweł II całując polską ziemię gdy odbywał Pielgrzymki do Polski. - Dziś szkaluje się tego Świętego Papieża i wyciąga różne bezpodstawne oskarżenia Przeciwko Niemu, bo... przyciągał rzesze młodzieży do Kościoła, którego jego wrogowie różnymi dostępnymi środkami usiłują zniszczyć. I to co Hitler nie zdołał osiągnąć przez wojnę - stanie się to /prawdopodobnie/ w sposób pokojowy skutkiem dokonanego przez nas wyboru nowego /starego!/ Rządu, któremu już raz w przeszłości powiedzieliśmy "DOŚĆ!" - Polacy mają krótką pamięć... Unia Europejska przysłała nam do Polski swojego delegata, który prawdopodobnie na skutek dokonanego przez Polaków wyboru - będzie Premierem Polskiego Rządu; wszystko zatem potoczyć się może wówczas lawinowo za sprawą przysłanego nam delegata, będącego na usługach Unii Europejskiej dążącej do stworzenia Stanów Zjednoczonych Europy z Państw wchodzących w struktury Unii Europejskiej, a to nic innego jak tym wszystkim Państwom odebrać suwerenność, by nie mogli stanowić sami o sobie.

   "Z Polski ma wyjść iskra, która ocali..." - jak zapowiedział Pan Jezus świętej Siostrze Faustynie...

   - Kim czy czym stanie się  ta iskra? - Nikt tego nie wie, Chciałabym, aby to był Anioł Stróż Polski.... ale to tylko moje osobiste marzenie. Kult Anioła Stróża Narodu powinien rozejść się na wszystkie Narody, które cenią sobie wolność, bo każdy Naród ma swojego Anioła Stróża i jeśli każdy Naród zanosiłby modlitwy do swojego Anioła Stróża Narodu - Świat i wiara katolicka by przetrwała.

   Tymczasem od 28 września 2008 roku, kiedy to dokonało się uroczyste poświęcenie Pomnika Anioła Stróża Polski nie ma Pielgrzymek, by tam w miejscu Piastowym k/Krosna, gdzie stoi samotnie ten Pomnik modlono się błagając Anioła Stróża Polski o ratunek dla naszej Ojczyzny. Nawet prasa katolicka nie wspomina o tym, że taki Pomnik istnieje - poza czasopismem "Któż jak Bóg" nr 5(185) wrzesień - październik 2023, w którym to Autor artykułu: "Książki o Aniołach Stróżach Odc.8. O Aniele Stróżu Polski" str. 64-66 - wspomina:

   "Mimo ciągle niewystarczającego nagłośnienia i rezonansu społecznego idei Anioła Stróża Polski - tak to oceniam nie tylko ja - nie ustępujmy. Minęło piętnaście lat, być może musi upłynąć drugie tyle lub więcej, samo postawienie kilku pomników sprawy nie załatwi. Wydaje się wielkie znaczenie mogłoby mieć wystąpienie polskich władz kościelnych i państwowych do Stolicy Apostolskiej o oficjalne zatwierdzenie święta Anioła Stróża Polski. Z uwagi na dokładną datę objawienia (3 maja 1863, godzina 5-7 rano) wydaje się oczywista sugestia kiedy to święto winno być obchodzone. No ale w tym dniu jest już bardzo ważne święto  maryjne oraz święto narodowe upamiętniające uchwalenie przez Sejm Czteroletni Konstytucji 3 Maja. Czy to przesada? - pytam być może naiwnie".

   Drogi Autorze tego artykułu; po pierwsze; to o czym sam piszesz: "W tym dniu jest już bardzo ważne święto maryjne oraz święto narodowe upamiętniające uchwalenie przez Sejm Czteroletni Konstytucji 3 Maja. Czy to przesada? - pytam być może naiwnie".

   - To są powody dla których nie może być w tym samym dniu uchwalone święto Anioła Stróża Polski, a podjęcie takiej próby według mnie skończyłoby się porażką. Warto tu sobie przypomnieć Słowa które Bóg wypowiedział: "Oto ja posyłam Anioła przed tobą".../por Wj 23,20-22/. Anioł jest wysłannikiem. I jako Boży wysłannik 3 maja 1863 roku przepowiada przyszłe losy Polski, która była wówczas pod trzema zaborami. A więc skoro Anioł przybył przepowiadać przyszłe losy Polski - to święta tak ważne  nie mogą być naruszone; zatem święto Anioła Polski jeśli już - to powinno być ustanowione w przeddzień  Święta NMP Królowej Polski /2 maja/, Która to zapewne wysłała Anioła Stróża Polski by przez przekazane przepowiednie dotyczące przyszłych losów naszej Ojczyzny Anioł podtrzymał Polaków na duchu, by nie utracili nadziei; wszak NMP Królowa Polski - Jest także Królową wszystkich Aniołów. 

   To po pierwsze; po drugie: wybór Wysłannika Unii Europejskiej do Polski, by ten zajął stanowisko w Polskim Rządzie ma na celu pozbawienie Polski suwerenności i zniszczenie wartości katolickich /tak uważam/. Zatem nie ma mowy, by wziął on udział w wydarzeniu,  które ma na celu obronę tychże wartości. Prędzej Polska przestanie być Polską! A po trzecie; żeby takie święto mogło być ustanowione przez Stolicę Apostolską musi nastąpić wzrost w naszej Ojczyźnie kult Anioła Stróża Polski przez propagowanie tego kultu we wszystkich Kościołach w Polsce.  Tymczasem Zgromadzenie Zakonne Świętego Michała Archanioła, przy którym powstał Pomnik Anioła Stróża Polski nie stanął na wysokości zadania. Po uroczystym poświęceniu tegoż Pomnika za zgodą Przełożonego Generalnego Zgromadzenia Najczcigodniejszego Ojca Kazimierza Radzika został powołany do życia Ruch o nazwie: Sodalicja Anioła Polski w celu dalszego szerzenia kultu Anioła Polski i jego rozwoju. Niestety, zaledwie po kilku latach działalności Ruch ten został zawieszony z powodu braku dobrej woli a i czasu Księży Proboszczów  Parafii Michalickich jak i błędnych decyzji, którym musiałam się podporządkować ostatniego Moderatora  Generalnego tego Ruchu. Jest i mój błąd, za który przyszło mi drogo zapłacić. A dziś jestem już w podeszłym wieku i bardzo chora. Mogę jedynie modlić się i ofiarowywać Bogu swoje cierpienia - co też czynię każdego dnia. Ale czy to wystarczy?

   Głos teraz ma nowe pokolenie Polaków, gdyby w poszczególnych Parafiach znalazłaby się jakaś prężna osoba do założenia Grupy Parafialnej Sodalicji Anioła Polski i gdyby takie grupy zaczęły w Polsce powstawać można byłoby wówczas starać się o reanimację - przywrócenie do życia tegoż Ruchu. Byłby to pierwszy krok w dobrym kierunku  na drodze rozwoju kultu Anioła Stróża Polski i uratowania Polski przed utratą suwerenności; Anioła Stróża Polski, który 3 maja 1863 roku zapowiedział, że: "Polska stanie się przykładem dla innych Narodów i ludów".  - Ale jak każda przepowiednia tak i ta - jest warunkowa; stanie się tak o ile my wszyscy Polacy będziemy o tę łaskę prosić w naszych codziennych modlitwach i błaganiach NMP Królową Polski za przemożnym wpływem JEJ Posłańca - Anioła Stróża Polski.